6 marca 2014

'Podpis mordercy' Krystyna Kuhn

3 komentarze:
Witam!
Jak mija tydzień? :) U mnie dosyć męcząco, ale już jutro piątek, więc się tym pocieszam. Dzisiaj zapraszam na recenzję kryminału.


Opis wydawcy.
Frankfurt. Prokurator Miriam Singer i komisarz Henri Liebler muszą zmierzyć się z tajemniczą sprawą dwóch makabrycznych zabójstw. Pochodząca z Pragi tancerka Helena Baarová została zachłostana na śmierć. Student Justin Brandenburg umarł z głodu zamknięty w klatce we własnym mieszkaniu. Ofiar nie łączy nic poza rzeźbionym krzyżem na szyi i znajomością z profesorem Milanem Husem, znawcą twórczości Kafki. Asystent profesora nagle znika, a sam Hus zostaje aresztowany, ale pani prokurator nie wierzy w jego winę. Czyżby rozwiązanie zagadki kryło się w nieznanym rękopisie Kafki…

Moja recenzja.

Kiedy przeglądałam ofertę wydawnictwa Dolnośląskiego, moją uwagę przyciągnął właśnie 'Podpis mordercy'. Po pierwsze zwróciłam uwagę, że książka ta pochodzi z tej samej serii, co książki Jo Nesbo. Nie przeczytałam jeszcze żadnej książki tego autora, ale moja mama jest jego wielką fanką i liczyłam na to, że 'Podpis' będzie tak dobry jak powieści norweskiego pisarza. Po drugie, zorientowałam się, że Krystyna Kuhn jest Niemką i na tyle, na ile nie lubię Niemiec, na tyle wydaje mi się, że książki sąsiadów zza zachodniej granicy są naprawdę dobre. Pamiętam, że 'Pasjonat oczu' mi się bardzo podobał i miałam nadzieję, ze na 'Podpisie mordercy' się nie zawiodę. Powieść ta jest druga z cyklu o Miriam Singer, jednak zupełnie nie przeszkadzał mi fakt, że nie przeczytałam 'Zimowego mordercy' i nie odczuwałam dyskomfortu z tego powodu.
Na początku kryminału poznajemy prokurator Miriam Singer oraz komisarza Henriego Lieblera, którzy mają za zadanie wytropić mordercę, który w bardzo przemyślany sposób zabija swoje ofiary - najpierw młodą tancerkę, a później studenta. Wszystkie elementy zbrodni są idealnie ze sobą połączone, nie ma miejsca na niedopatrzenie. Niepokojące dla śledczych jest to, że oba morderstwa zostały perfekcyjnie odwzorowane na podstawie dzieł Franza Kafki. Jednak jeszcze bardziej frapujące dla Miriam i Henriego jest to, że dowiedzieli się o kolejnym rękopisie tego czeskiego pisarza, który oznacza tylko jedną rzecz - następna osoba jest zagrożona, jednak nie wiadomo kto i co się jej może stać.
Powieść wciąga od pierwszych stron, a zupełnie możemy się w niej zatracić, kiedy 'poznajemy' pierwszą ofiarę. Morderstwa opisywane są z niezwykłą dokładnością, możemy się poczuć jakbyśmy stali obok komisarza Henriego i zastanawiali się nad motywem. Bo motyw, jak i sprawca, są zupełną zagadką, która wydaje się być nie do rozwiązania. Autorka tak umiejętnie tworzy postacie, że od razu się do nich przywiązujemy. I nawet kiedy wszyscy z pracy uważają Miriam za Żelazną Damę, my poznajemy 'prawdziwą' panią prokurator, która tak naprawdę jest zupełnie inna, ale nie daje po sobie tego poznać. Obok wątku głównego, czyli zbrodni, zaznajamiamy się z historią Singer. Analizujemy jej umysł oraz jak to, co się wydarzyło w przeszłości wpłynęło na to, jaką teraz jest osobą. Zastanawiamy się, czy ultimatum postawione przez Henriego jest słuszne. Próbujemy zrozumieć na jakiej podstawie prokurator uważa głównego podejrzanego za niewinnego. A przede wszystkim rozwiązujemy zagadkę, która nie daje nam ani Miriam spać po nocach. 
Franz Kafka jest niezwykle ważnym, jak i interesującym elementem tego kryminału. Niestety nigdy nie miałam przyjemności czytać żadnego dzieła tego autora, jednak po przeczytaniu 'Podpisu' nabrałam taką chęć. Kafka przedstawiony jest niezwykle zagadkowo, co dodaje 'smaczku' całej historii.
Zakończenie jest zupełnie niespodziewane, takie rozwiązanie nawet nie przeszło mi przez umysł podczas czytania. Wszyscy wydają się zupełnie niewinni i tak naprawdę trudno znaleźć punkt zaczepienia, kogo można by zacząć podejrzewać.
'Podpis mordercy' polecam wszystkim fanom kryminałów oraz niemieckiej twórczości. 


Za możliwość zapoznania się z tą pozycją dziękuję serdecznie 





Pozdrawiam serdecznie
Kasia

26 lutego 2014

Robert Muchamore 'Rekrut'

Brak komentarzy:
Witam!
I niestety znowu środa, a nie poniedziałek. Czyli jednak recenzje będą pojawiać się nieregularnie, w zależności od ilości sprawdzianów itp itd. ;) Na dzisiaj przygotowałam recenzję książki, którą przeczytałam w ferie - zapraszam serdecznie!

Opis wydawnictwa.
Terrorystka nie otwiera drzwi obcym w obawie przed tajnymi funkcjonariuszami policji i agentami służ bezpieczeństwa. Jednak jej dzieci przyprowadzają swoich kolegów i biegają z nimi po całym domu. Kobieta nie ma pojęcia, że jedno z dzieci założyło podsłuch w każdym pokoju, skopiowało zawartość dysku komputera i sfotografowało notes z adresami. To dziecko pracuje dla CHERUBA. Agenci CHERUBA mają od dziesięciu do siedemnastu lat. Ich zadaniem jest prześlizgiwanie się pod radarem uwagi dorosłych i zdobywanie informacji, dzięki którym przestępcy i terroryści posyłani są za kratki. Oficjalnie dziecięcy agenci nie istnieją.

Moja recenzja.
Książkę dostałam na Mikołajki od koleżanki z klasy. Kiedy inne dziewczyny zobaczyły mój prezent, zaczęły się zachwycać jak świetna jest tak powieść. Zachęcona ich pochlebnymi opiniami, szybko zabrałam się za czytanie. 
Na samym początku poznajemy głównego bohatera - dwunastoletniego Jamesa, którego matka była przywódczynią szajki złodziei i która, niestety, umarła. Chłopiec trafia do sierocińca, gdzie wplątuje się w różnego rodzaju kłopoty. Jednak to nie przeszkadza, aby po krótkim czasie został zaproszony do udziału w projekcie, jakim jest CHERUB. Młodzi agenci rozwiązują sprawy, z którymi nie radzi sobie rząd brytyjski. Wszystko oczywiście jest kontrolowane przez dorosłych i w każdej chwili dziecko może się wycofać z akcji. Zanim James zostanie dopuszczony do poważnych operacji, musi przejść 100dniowy trening, który zadecyduje czy młodzieniec będzie zasilał szeregi CHERUBA, czy zostanie odesłany do domu dziecka.
Na samym początku, kiedy przedstawiana jest historia Jamesa, zaczęłam wątpić, że powieść ta mi się spodoba. Tak naprawdę nie wiem dlaczego, może to przez to, że zanim zaczyna się 'właściwa' fabuła, mija trochę czasu. Jednak muszę prz
yznać, że myliłam się BARDZO. Akcja jest wartka i wciąga, nie ma czasu na nudę. Wszystkie zadania, jakie James i jego koledzy muszą wykonać są ciekawie opisane, możemy lepiej poznać każdego uczestnika szkolenia. Wydaje się, że taki trening to nic wielkiego, jednak kiedy masz 12 lat, musisz wstawać codziennie bladym świtem, czasami nie dostajesz jeść przez cały dzień i w dodatku jesteś najgorzej wytrenowany z całej grupy - to musi być bolesne przeżycie. Czy James przejdzie szkolenie? Przekonajcie się sami, bo naprawdę warto.
Jest to niewątpliwie powieść dla młodzieży, chociaż jest tak napisana, że niektórzy dorośli by się w niej odnaleźli. Jedynym aspektem, który przeszkadzał mi w całej historii, był fakt, że główny bohater jest tak młody. Nie chcę przesadzać, ja sama mam tylko 16 lat, jednak niektóre sytuacje pasowałyby mi bardziej do moich rówieśników, a nie do dzieci z 6 klasy podstawówki. 
Cała powieść zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, nie spodziewałam się aż tak dobrej powieści. Jest ona lekka i szybko się ją czyta, nie wymagam od tego typu książek za dużo - po prostu mam się przy ich czytaniu dobrze bawić. I tak było w tym przypadku.

Pozdrawiam serdecznie
Kasia



19 lutego 2014

'Złodziejka książek'

Brak komentarzy:
Witam!
Jak zapewne większość z Was już zauważyła, na blogu zawitał nowy szablon - a to wszystko dzięki cudownej Blacky z Kruczych Szablonów. Część z Was możliwe, że (nie)szczęśliwie trafiła na moment, kiedy byłam w trakcie zmieniania wyglądu, co w pewnym momencie mnie przerosło i baaardzo pomocna okazała się autorka szablonu. :) Jak Wam się podoba nowa szata graficzna? Lepsza niż poprzednia?
Wiem, że ostatnio pisałam, że recenzje raczej będą się pojawiały raczej w poniedziałki, jednak początek tego tygodnia miałam wyjątkowo trudny i po prostu nie wyrobiłam się czasowo.
Dzisiaj zapraszam na recenzję filmu - tego już dawno nie było na RTP. :)

Opis dystrybutora.
Łącząca realizm z magią opowieść o dorastaniu dziewięcioletniej dziewczynki, która wysłana zostaje do rodziny zastępczej w Niemczech w czasach II wojny światowej. Dzięki swej jedynej pasji, książkom wykradanym skąd się da, odkrywa niesamowity świat, który pozwala przetrwać jej samej i jej bliskim.

Moja recenzja.
Kiedy niedawno byłam w kinie, pierwszy raz zobaczyłam zwiastun 'Złodziejki książek'. Od pierwszego momentu zechciałam obejrzeć tę produkcję, ponieważ historia wydawała mi się bardo intrygująca oraz oryginalna.
Film opowiada życie małej Liesel, która w trakcie II Wojny Światowej trafia do niemieckiej rodziny, po tym jak jej matka ją porzuciła. Dziewczynka nie może odnaleźć się w nowej sytuacji, jest wyśmiewana w szkole, ponieważ nie umie pisać ani czytać, a w dodatku w jej młodej duszy rośnie coraz większa nienawiść do Hitlera. Liesel azyl znajduje w fikcyjnym świecie książek, które są zakazane przez rząd niemiecki. Jednak dla młodej Niemki nic nie jest niemożliwe, w końcu jest złodziejką książek. 
Na początku historia Liesel wydaje się być zupełnie beznadziejna. Zostawiona przez swoją matkę, zostaje wrzucona w środek niemieckiego środowiska, gdzie wydaje się, że wszyscy są przeciw niej. I w tym momencie polubiłam małą bohaterkę. Od pierwszych minut zaczęłam jej współczuć, czułam z nią pewnego rodzaju więź. 
Spora część filmu zbudowana jest na podstawie kontrastu, ironii. Liesel śpiewa w szkole faszystowskie pieśni, nosząc swastykę na ramieniu, natomiast za chwilę biegnie do domu, aby czytać powieści zakazane przez Hitlera. Oprócz tego widzimy rodziców dziewczynki, którzy wywieszają flagę niemiecką w oknie, kiedy w piwnicy ukrywają żydowskiego chłopaka.
Co ciekawe w tej produkcji, jest kilka głównych wątków - mała Niemka, która odkrywa swój nowy świat, jej przyjaźń z synem sąsiadów, relacje rodziców ze swoją córką, realia podczas II Wojny Światowej, życie prześladowanych Żydów itp itd. Każdy z tych wątków ma swoje 5 minut i możemy zauważyć, jak wszystko się ze sobą nawzajem łączy.
Ekranizacja dotyka problemów przeciętnych obywateli III Rzeszy, którzy postawieni są przed dylematem - czy być wiernym swojej ojczyźnie, czy pomóc drugiemu człowiekowi, na którego wydany jest wyrok śmierci tylko z powodu jego pochodzenia. Pokazane jest, jak trudne było życie osób, które zdecydowały się wesprzeć Żydów.
Tak naprawdę jedyną rzeczą, która przeszkadzała mi w 'Złodziejce książek' był język. Głównym językiem jest oczywiście angielski, jednak co jakiś czas wtrącone jest kilka zdań po niemiecku, co jak dla mnie było dosyć 'uwierające'.
Podsumowując, produkcja ta bardzo mi się podobała i uważam że jest warta obejrzenia, chociażby z powodów historycznych. Obecnie nie pozostaje mi nic innego, jak przeczytanie książki.

Pozdrawiam serdecznie i proszę o komentowanie, bo jest to dla mnie naprawdę ważne.
Kasia :)
Layout by Blacky